Wio­snę mamy, wie­cie? Co prawda pogoda stara się temu zaprze­czyć, ale ja tam wiem swoje — zna­leź­li­śmy z Miś­kiem wio­snę w parku, to jest fakt udo­ku­men­to­wany :) Tak więc śniegu już nie chcemy.

wiosna

Wio­senne spa­cerki ostat­nio udają nam się zna­ko­mi­cie. Cza­sem nawet dwa razy wycho­dzimy — raz w połu­dnie, a drugi raz jak Mariusz z pracy wraca. Naj­sym­pa­tycz­niej jest oczy­wi­ście w naszym Parku Skow­ro­nim (bo naj­bli­żej). Swoją drogą wyczy­ta­łam gdzieś nie­dawno, że był tam kie­dyś cmen­tarz. Podobno można nawet jesz­cze zna­leźć jakieś pozo­sta­ło­ści po nagrob­kach itp. Przy naj­bliż­szej oka­zji trzeba się będzie przyj­rzeć parcz­kowi pod tym kątem.
Misiek bar­dzo ładnie zacho­wuje się na spa­cer­kach. Zazwy­czaj prze­śpi całą drogę :) Mam więc oka­zję, żeby tro­chę pofo­to­gra­fo­wać. Ale nie za wiele, bo ciężko cią­gnąć miś­kowy wózek przez traw­niki, a samego go prze­cież na par­ko­wej alejce nie zosta­wię. Wiedz­cie więc, że zdję­cia wie­wió­rek, które umie­ści­łam w gale­rii są oku­pione litrem potu spły­wa­ją­cego z czoła po tym, jak prze­dzie­ra­łam się przez trawę w parku. Doceńcie ;)

wiórka

Ubie­gły week­end spę­dzi­łam z Misiem w Głu­cho­wie. Było super. Doszło do pierw­szego spo­tka­nia Miko­łaja i Tosi. Oba­wia­li­śmy się, czy mała nie będzie tro­chę zazdro­sna o kuzyna, ale trzeba przy­znać, że “doga­dali się” świet­nie :) Tosi bar­dzo podo­bał się Miko­łaj. Opie­ko­wała się nim bar­dzo ładnie, pra­wie na krok go nie opusz­czała. Nawet gim­na­stykę razem robili ;) Zresztą tu jest mały dowód — co prawda już po gim­na­styce, ale jesz­cze na golasa :)

kuzynostwo

Poza tym Miko­łaj w nie­dzielę prze­żył swój pierw­szy dzień bez mamy i taty. No i pora­dził sobie dobrze. Tro­chę poma­ru­dził wie­czo­rem, ale ogól­nie i tak nie było źle. Na razie jesz­cze mało rozu­mie, ale nie­długo jak już zacznie roz­róż­niać kto obcy, a kto nie, to może być gorzej.

Dzi­siaj rano poszłam zro­bić wywiad środo­wi­skowy do aqu­aparku. Muszę Wam powie­dzieć, że wypas. Oczy­wi­ście mnie naj­bar­dziej inte­re­so­wało przy­sto­so­wa­nie pły­walni do wizyty maluszka. No i trzeba powie­dzieć, że speł­nili ocze­ki­wa­nia. W szat­niach stoją prze­wi­jaki, są dodat­kowe kabinki w prze­bie­ralni tzw. prze­bie­ral­nie rodzinne, gdzie też można prze­brać maluszka. Przy bro­dziku (który jest naprawdę spory) jest pokój dla matki z dziec­kiem. Oba­da­łam sprawę i się nie roz­cza­ro­wa­łam. Poza kolej­nym prze­wi­ja­kiem jest też osobny natrysk, sedes, umy­walka. Do tego jest kilka łóżeczek tury­stycz­nych, które można roz­sta­wić przy base­nie lub leżaczku. Zresztą jest też mnó­stwo leża­ków, więc jest gdzie się zatrzy­mać po wyj­ściu z wody i ochło­nąć troszkę. Sam aqu­apark też robi wra­że­nie. Oczy­wi­ście sko­rzy­sta­łam z kilku przy­jem­no­ści :) Na przy­kład z jac­cuzi. I z solanki na zewnątrz, z leni­wej rzeczki i kilku mniej­szych base­ni­ków. Powierzch­nia robi wra­że­nie. Kra­kow­ska pły­wal­nia siada przy wro­cław­skiej. W Kra­ko­wie, owszem, też jest dużo atrak­cji, ale strasz­nie cia­sno, z tego co pamię­tam. Tutaj jest i sporo atrak­cji, i dużo miej­sca. Czego chcieć wię­cej? Jeśli nic nie sta­nie nam na prze­szko­dzie, to w sobotę ruszamy chrzcić Miśka w base­nie. Niech ma! :)

W środę byli­śmy u chi­rurga. Jąderka oby­dwa spraw­dzone, są dobrze umiej­sco­wione. Nie wiem, o co cho­dziło pedia­trze. W każ­dym razie w gabi­ne­cie byli­śmy około 2 minut i tyle się dowie­dzie­li­śmy. Mamy obser­wo­wać i po ukoń­czo­nym przez Miśka 8 mie­siącu zgło­sić się do kon­troli. Nawet się już zapi­sa­li­śmy na 12 sierp­nia. W naj­bliż­szym cza­sie czeka nas jesz­cze kar­dio­log — 17 kwietnia.

Wczo­raj, przy oka­zji szwę­dac­twa po mie­ście w związku z chi­rur­giem, udało nam się w końcu dotrzeć do Urzędu Woje­wódz­kiego i zło­żyć wnio­sek o pasz­port. Będzie do odbioru za jakieś 2–3 tygo­dnie czyli w sam raz przed naszym wyjaz­dem dłu­go­week­en­do­wym do Szcze­cina. No bo oczy­wi­ście zamie­rzamy jechać przez Niemcy. Co do samego Urzędu to kolejka pasz­por­towa masa­kryczna. Całe szczę­ście, że są numerki i wszytko idzie dość żwawo, bo nie wiem, jak Misiek zniósłby dłuż­sze ocze­ki­wa­nie. I tak spę­dzi­li­śmy tam dobre 40 minut. No i kosz­mar jest jeśli cho­dzi o par­king. Zawa­lony samo­cho­dami tak, że nie ma szansy żeby się wbić gdzie­kol­wiek. Udało nam się dopiero za dru­gim podejściem.

W przy­szłą nie­dzielę jadę z Misiem do Głu­chowa, bo zaczy­nam od ponie­działku prak­tyki w szkole. Misiek będzie pod opieką mojej mamy. A Mariusz zosta­nie sam w domu. Cie­kawe, czy choć troszkę za nami potęskni.