… taki tekst rzu­ciła nam wczo­raj pani neu­ro­log. No bo wresz­cie się docze­ka­li­śmy wizyty. Swoją drogą to żenada, by na tak duże mia­sto, jakim jest Wro­cław było tak mało neu­ro­lo­gów dzie­cię­cych. Ale wra­ca­jąc do sedna — pani dok­tor oba­dała Miśka z każ­dej strony. Postu­kała go mło­tecz­kiem, pozgi­nała koń­czyny, poga­dała do niego, pogru­chała grze­chotką i stwier­dziła, że neu­ro­lo­gicz­nie mały jest zdrowy. Powie­działa, że bar­dzo ładnie roz­wija sie spo­łecz­nie. Zdzi­wiona była, że odpo­wiada uśmie­chem na uśmiech — podobno robią tak 4-miesięczniaki. Chyba też dobrze go gim­na­sty­ku­jemy, bo się nie docze­piła, że coś nie tak z nóż­kami.
Jedyne co, to stwier­dziła, że Misiek ma krzywą głowę (zna­czy się potwier­dziła to, co sama zauwa­ży­łam). To taka pamiątka po cia­snym uło­że­niu w brzu­chu. Przez to też bar­dziej go cią­gnęło do odwra­ca­nia główki w prawą stronę. Ogól­nie lekarka powie­działa, że to nic strasz­nego, tyle, że trzeba wię­cej Miśka ukła­dać na brzu­chu i na lewym boku, żeby nie miał wady postawy. No i na usg cie­miącz­kowe idziemy w przy­szłym tygo­dniu, żeby spraw­dzić czy nie ma wod­nia­ków. No i tyle. Czyli wszystko w nor­mie. Jak usg będzie ok, to nawet nie musimy się kon­tak­to­wać z nią więcej.

W ubie­głym tygo­dniu byli­śmy na dru­gim szcze­pie­niu. Pedia­tra pozwo­liła nam też zacząć cho­dzić z Miś­kiem na basen. Chcie­li­śmy iść w week­end, ale roze­brało nas prze­zię­bie­nie, więc oswa­ja­nie małego z wodą musi tro­chę pocze­kać. Mam nadzieję, ze nie za długo :)

Poza tym dzie­cię rośnie jak na droż­dżach — gdy go wżyli w przy­chodni to miał 6930g. Reszta też w nor­mie. Za dwa tygo­dnie idziemy znowu szcze­pić — tym razem na pneu­mo­koki. Prze­re­kla­mo­wane czy nie — zaszcze­pić nie zaszkodzi.

Miko­łaj coraz wię­cej “gada”. Dziś zauwa­ży­łam nawet jakąś into­na­cję w “wypo­wie­dziach”. Mówca nam rośnie ;)

Muszę napi­sać tu jesz­cze o mojej dzi­siej­szej fru­stra­cji. Doty­czy ona wóz­kowni w naszym bloku, a dokład­niej mówiąc rowe­rów tam skła­do­wa­nych.. My mamy rower i trzy­mamy go na bal­ko­nie. Dla­czego inni tak nie mogą? Zamiast tego zawa­lają wóz­kow­nię. I wózki tam sto­jące. W połu­dnie wycho­dzi­łam na spa­cer, scho­dzę po wózek z Miś­kiem na rękach, a tu nasza bryka zablo­ko­wana jakimś rowe­rem. Ani do niej dojść, żeby poło­żyć Miśka i jakoś odblo­ko­wać, ani prze­sta­wić rower, no bo ręce zajęte trzy­ma­niem dzie­ciaka… Co za cho­rzy ludzie! Nie będę tu cyto­wać wią­chy, która cisnęła mi się na usta, bo to i tak nic nie da. No po pro­stu debile!

Tyle na dziś. Zachę­cam jesz­cze do obej­rze­nia naszych — Mariu­sza i moich — zdjęć z dzie­ciń­stwa w gale­rii. Nie­które są bar­dzo sympatyczne :)

Na przy­kład takie:
mariusz

i takie:
mikolaj

Podobni?