Tak, już pra­wie osiem tygo­dni Misiek jest z nami. Stary byk z niego ;) A jaki duży! W ubie­głym tygo­dniu byli­śmy u leka­rza, bo trzeba było synka zaszcze­pić. Ważył wtedy 5780g. Kawał klocka. Poza tym na szczę­ście zdrów jak ryba. Szcze­pie­nie prze­szedł dobrze, jeśli cho­dzi o jakieś skutki uboczne. Bo jeśli cho­dzi o samo ukłu­cie, to żalił się strasz­nie. Dobrze, że mie­li­śmy szcze­pionkę 6w1, bo nie wyobra­żam sobie jakby go mieli kłuć trzy razy. A poju­trze jeste­śmy zapi­sami do pani dok­tor na szcze­pie­nie prze­ciwko rota­wi­ru­som. Ale to jest poda­wane doust­nie na szczęście.

Pół­tora tygo­dnia temu zafun­do­wa­li­śmy Miko­ła­jowi objaz­dówkę — Głu­chowo — Gnie­zno. Nie do końca był to udany pomysł, bo tłumy ludzi i hałas temu towa­rzy­szący bar­dzo Miśka męczą. Do tego dwa zupeł­nie nowe miej­sca noc­le­gowe to też prze­ży­cie. Ale jakoś to prze­trwał i o dziwo nie pocho­ro­wał nam się, czego oba­wia­li­śmy się naj­bar­dziej. W każ­dym razie w naj­bliż­szej przy­szło­ści zamie­ramy oszczę­dzić mu takich stre­sów, w miarę moż­li­wo­ści oczy­wi­ście, bo nie wszystko da sie zaplanować.

Zarówno w Głu­cho­wie jak i w Gnieź­nie Misiek wzbu­dzał ogólny zachwyt i radość. Bab­cia (moja, bo Miśka pra­bab­cia) opo­wia­dała wszyst­kim, że się mały do niej uśmiech­nął na powi­ta­nie. Nie dało się jej wytłu­ma­czyć, że Miko­łaj wtedy jesz­cze nie za bar­dzo śmiał się świa­do­mie. Cho­ciaż zresztą kto wie… Może tak mu się pra­bab­cia spodo­bała, że posta­no­wił ją obda­ro­wać takim słod­kim chi­cho­tem… :) Teraz z dnia na dzień obser­wu­jemy jak się Misiek roz­wija pod kątem spo­łecz­nych uśmie­chów — no i można je otrzy­mać gdy się go łasko­cze pod brodą, po brzu­chu, gdy się do niego gada jak leży na prze­wi­jaku i gdy się do niego długo śmieje :) A wygląda wtedy mniej-więcej tak:

usmiech

W Głu­cho­wie odwie­dzi­li­śmy Agę w jej nowym miesz­kanku. Bar­dzo faj­nie się tam urzą­dziła. No a poza tym udało nam się zała­pać na kawa­łek imprezy, bo Justyna tego dnia obro­niła pracę dok­tor­ską i świę­to­wała z rodzinką wła­śnie u Agi.

W Gnieź­nie Misiek też bar­dzo ładnie się zacho­wy­wał. Grzeczne dziecko mamy :) Zresztą, sami zobacz­cie, jak mu tam było dobrze:

Naresz­cie nasz synek zaczyna wydłu­żać czas swo­jego snu, Jest to radość zwłasz­cza w nocy, bo zda­rza mu się cza­sem nawet pospać cią­giem 4h. Ale to aku­rat rzad­kość, póki co — naj­czę­ściej śpi około 3h. To dla mnie ulga, bo myśla­łam cza­sem, że się wykoń­czę budząc się co 1,5 godziny. Zresztą, Misiek nie tylko dłu­żej śpi ale i wię­cej je. Nie­długo nie zdążę ścią­gać takiej ilo­ści mleka żeby wystar­czyło mu pod­czas moich wyjaz­dów na Uczelnię.

Mimo że dzie­cię zaczyna nor­mo­wać swój roz­kład dnia nie zna­czy to wcale, że mamy z Mariu­szem masę wol­nego czasu i jeste­śmy wyspani. Ale na pewno jest już o wiele, wiele lepiej niż kilka tygo­dni temu. Udaje nam się już coś obej­rzeć wie­czo­rem, ostat­nio nawet obej­rze­li­śmy cały trzeci sezon Przy­ja­ciół. A to już sukces.

Posta­no­wi­li­śmy z Mariu­szem zro­bić porzą­dek w swo­ich fot­kach, jakoś je ska­ta­lo­go­wać. Mamy tego całą masę, a do tego wielki w nich bur­del. Mam nadzieję, że się uda. Ostat­nio wrzu­ci­łam do gale­rii pano­ramki z Biesz­czad. Stare są, chyba sprzed trzech lat, ale nigdy nie chciało mi się ich poskle­jać. Wresz­cie się za to zabra­łam i efekt jest niczego sobie :) Może­cie sobie obej­rzeć tutaj.

Jutro Mariusz bie­rze urlop bo idziemy z małym do gastro­en­te­ro­loga. Zoba­czymy co nam powie. Mam nadzieję, że wszystko będzie ok, bo Misiek ostat­nio coraz mniej ulewa a i char­czeć zda­rza mu się bar­dzo, bar­dzo rzadko. Chyba mu zaczyna układ pokar­mowy dojrzewać :)

No i tyle na razie. Jak zwy­kle zachę­cam do zaglą­da­nia do naszej gale­rii.