Ponie­dział­kowe popo­łu­dnie w szpi­talu. Rano przy­szła pani Jola. Powie­działa, że pogada z leka­rzem. Potem był nawet cał­kiem nor­malny obchód. Lekarka kazała się zgło­sić do zabie­gówki. Tam mnie zba­dała, stwier­dziła, że jest ok i że szyjka krótka, gotowa do porodu. Położna powie­działa, bym za chwilę się zgło­siła, to zro­bią mi lewa­tywę i wyślą na poro­dówkę na test oct. Jak się dowie­dzia­łam, to ten test to po pro­stu kro­plówka z oksy­to­cyny. Powoli zwięk­szają dawką i spraw­dzają na ktg reak­cję serca dziecka. Jak będzie pra­wi­dłowa, to ode­ślą na oddział i będą dalej decy­do­wać, co robić, a jak nie­pra­wi­dłowa, to może być róż­nie — od wywo­ła­nia po cesarkę. I tyle.
Poszłam więc na tę poro­dówkę. Poło­żyli mnie na wyrku za para­wa­nem. Pod­łą­czyli ktg i dali kro­plówkę. W mię­dzy­cza­sie przy­szła pani Jola, poga­dała z leka­rzem z poro­dówki i z położną, i powie­działa, że jestem z jej szkoły rodze­nia. Nie wiem, czy to zasługa tych słów, czy po pro­stu tam­ten per­so­nel jest inny, ale opieka od razu była bar­dziej odczu­walna. Dok­tor zaglą­dał bar­dzo czę­sto. Przy­cho­dziła też położna. Na koniec gdy już mnie odłą­czyli jesz­cze raz przy­szła tamta położna poga­dać ze mną. Powie­działa, że próba wyszła dobrze. Pyta­łam o bada­nia wód. Powie­działa, że można wyklu­czyć zzie­le­nie­nie wód z nie­do­tle­nie­nia, bo z ktg widać, że mały jest dotle­niony. A jeśli idzie o smółkę, to powinno wyjść na usg. No ale usg mi nie zro­bią, bo od tygo­dnia jest zepsuta gło­wica. Wypas. W ogóle to lekarz z poro­dówki się dzi­wił, że nikt nie wysłał mnie na test oct do nich już w pią­tek, skoro tu już od wtedy leżę. Kolejny wypas.

No i teraz leżę u sie­bie na sali i cze­kam. Albo na skur­cze, albo na jakąś decy­zję. Może tu jesz­cze pani Jola wpad­nie, to się spy­tam, może ona coś będzie wie­dzieć na co mam się nasta­wić. Poza tym jestem strasz­nie śpiąca i zmęczona.