Ech, nie sądzi­łam, że psy­chiczne przy­go­to­wa­nie do rodze­nia może być takie trudne. Ale stres mam chyba maka­bryczny, bo od tygo­dnia nie zda­rzyło mi się prze­spać ciur­kiem całej nocy :( I to nie dla­tego, że Miko­łaj mnie budzi kopami w żebra, ale wła­śnie dla­tego, że mam jakieś dzi­waczne sny. Dzi­siaj się obu­dzi­łam o 2.30 bo mi się śniło, że już rodzę. I tak co noc. Tylko, że sny się zmie­niają. Cza­sem mi się śni, ze rodzę, cza­sem, że robię jakieś zakupy wypraw­kowe. Zwa­rio­wać można. Do tego jesz­cze po obej­rze­niu jakie­goś pro­gramu w tvn24 śniła mi się Jola Kwa­śniew­ska (że jest w ciąży oczy­wi­ście) i J.M.Rokita. Potem mi się śniło, że Mariusz popły­nął gdzieś jakąś łódką w nocy i rano go zna­la­złam, jak obie­rał ryby z ryb­kami. Mass­sa­kra po pro­stu.
A co do Mariu­sza, to on też mi dziś w nocy nie uła­twiał spa­nia ;) Naj­pierw mnie przez sen gła­skał po policzku, a potem łasko­tał pal­cami od nóg w stopy. Rano nic nie pamię­tał, rzecz jasna :)

W te nie­prze­spane noce przy­naj­mniej nad­ra­biam czy­ta­nie ksią­żek. Jak tak czło­wiek sobie dwie godziny w nocy poczyta, to się potem lepiej zasy­pia ;) Cho­ciaż, jakby nie było, wola­ła­bym spać całą noc a poczy­tać sobie w dzień. Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Ale gene­ral­nie, to stre­su­jemy się oby­dwoje. Tylko, że z innych nieco powo­dów. Ja dener­wuję się poro­dem, a Mariusz bar­dziej tym, że takiego maluszka będziemy mieli w domu i czy sobie dobrze pora­dzimy :) Cho­ciaż, mimo stresu, cze­kamy bar­dzo oby­dwoje :) Wczo­raj w szkole rodze­nia mie­li­śmy zaję­cia o pierw­szych godzi­nach i dniach po poro­dzie. I pani Jola opo­wia­dała o tym, że przez pierw­sze dwie godziny maleń­stwo zostaje na sali poro­do­wej z rodzi­cami. I że wtedy jest czas, żeby nawią­zać pierw­szy kon­takt, poprzy­tu­lać itd. I że to jest chwila, na którą każda z mam cze­kała całe 9 mie­sięcy. No i ma rację. Bo ja też bar­dzo cze­kam na ten moment :) Ta szkoła rodze­nia to naprawdę błogosławieństwo!

A wła­śnie, jeśli cho­dzi o szkołę, to wczo­raj mie­li­śmy pół godziny gim­na­styki. Oczy­wi­ście tatu­sio­wie poma­gali :) A potem uczyli się maso­wać plecy mamuś :) Nie powiem, milut­kie to było :) Gene­ral­nie to śmie­chu było na tych zaję­ciach wiele. Wszy­scy tam przy­cho­dzą odre­ago­wać chyba. I głu­pawka nas tam łapie. Ale to dobrze, bo przy­naj­mniej można poga­dać z ludźmi, któ­rzy jadą na tym samym wózku :)