Wczo­raj zro­bi­li­śmy wie­eel­kie zakupy dla naszego maluszka. Doku­pi­li­śmy mię­dzy innymi troszkę nowych ubra­nek (na przy­kład śliczny kom­bi­ne­zon w kolo­rze błę­kit­nym). Poza tym sporo rze­czy codzien­nego, boba­so­wego użytku — prze­wi­jak, wanienkę, rożek, nożyczki do paznokci, patyczki do uszu, szczotkę do wło­sów, gruszkę do nochalka i butelki. Faj­nie to wszystko wygląda poukła­dane w poko­iku.
Ubranka już wypra­łam, wypra­so­wa­łam i poukła­da­łam w komo­dzie. Cze­kają na swo­jego małego użyt­kow­nika :) Naj­bar­dziej roz­bra­ja­jące są małe skar­petki, cza­peczki oraz ręka­wiczki, tzw. łapki-niedrapki. O tych ręka­wicz­kach dowie­dzia­łam się od Izy W., bo nawet nie sądzi­łam, że coś takiego ist­nieje. Dla rów­nie nie­zo­rien­to­wa­nych wyja­śnię, że to takie maleń­kie, cien­kie ręka­wiczki, które zakłada się malusz­kowi, żeby się nie podra­pał swo­imi dłu­gimi pazur­kami. Oka­zało się, że mamy je też na liście od położ­nej z rze­czami, które trzeba zabrać do szpi­tala. Bo obciąć paznok­cie malu­chowi można podobno dopiero w domu, a rodzi się zazwy­czaj z dłu­gaś­kimi.
W ogóle świetne były te zakupy :) Poszło nam nad­zwy­czaj spraw­nie, bo mie­li­śmy wcze­śniej przy­go­to­waną listę. W sumie więk­szość kupi­li­śmy w Baby-Max. Byli­śmy tam w sobotę, by wie­dzieć mniej-więcej jakie są ceny. Wczo­raj nato­miast poje­cha­li­śmy do Pasażu Grun­waldz­kiego, tak dla porów­na­nia, bo koja­rzy­li­śmy, że tam też jest sporo skle­pów dzie­ciacz­ko­wych. Ale ogra­ni­czy­li­śmy się tylko do rożka i kilku ciusz­ków w Smyku, bo w Dzie­cię­cej Kra­inie ceny były takie, że szkoda gadać. Resztę kupi­li­śmy w B-M.
Jesz­cze troszkę rze­czy nam bra­kuje. Głów­nie takich apteczno-drogeryjnych. I lak­ta­tor musimy kupić. Ale o tym chcemy jutro poga­dać z położną, może coś kon­kret­nego dora­dzi. Stwier­dzi­li­śmy, że w razie sytu­acji awa­ryj­nej reszta zaku­pów jest taka, że Mariusz by sobie spo­koj­nie sam z nią pora­dził.
No i wózek jesz­cze nas czeka. Oglą­da­li­śmy ich tro­chę wczo­raj i przed­wczo­raj, ale trudno się na coś kon­kret­nego zde­cy­do­wać. Nie mamy jesz­cze żadnego fawo­ryta. Ale ten zakup chyba będziemy robić w paź­dzier­niku, więc jesz­cze tro­chę czasu jest.

W sobotę zaczę­łam zaję­cia na Uczelni. Plan nie jest taki zły. W sumie, to jak będę rodzić i docho­dzić do sie­bie minie mnie jakieś 4–5 zjaz­dów. Czyli bez tra­ge­dii. Więk­szość przed­mio­tów prze­pad­nie mi tylko 1 raz. A plan, o dziwo, jest nawet znośny.

Aha, zapo­mnia­łam napi­sać, że półki do pokoju i poko­iku zamó­wi­li­śmy wczo­raj w BRW. W sobotę będziemy mon­to­wać :) I znowu krok do przodu w urzą­dza­niu poko­iku. Jak zawi­sną półki, to wresz­cie będę mogła poma­lo­wać sza­blony na ścianach :)