Udało nam się cało i zdrowo wró­cić z wszyst­kich urlo­po­wych wypa­dów, więc czas troszkę popi­sać :) Swoją drogą szkoda, że tak szybko nam te waka­cje minęły.

Pierw­szy week­end urlopu spę­dzi­li­śmy w Szcze­ci­nie. W sumie to nie byli­śmy tam długo, bo zale­d­wie od sobot­niego popo­łu­dnia do ponie­dział­ko­wego ranka, ale za to jak inten­syw­nie ten czas spę­dzi­li­śmy, to może­cie sami popo­dzi­wiać! Bo prze­cież w Szcze­ci­nie był wtedy zlot naj­więk­szych żaglow­ców z całego świata! Mariusz cały czas wypo­mina mi, że napi­sa­łam wcze­śniej na blogu, że jedziemy na “jakieś tam żaglowce”, a to naj­więk­sza taka impreza jeśli cho­dzi o te sta­teczki. Niech mu będzie ;) W końcu jestem mu bar­dzo wdzięczna, że mnie tam zabrał, bo naprawdę wra­że­nia były niesamowite.

tłok

W nie­dzielę udało nam się wcze­śnie zwlec z łóżka, więc w por­cie byli­śmy już po 8 rano. I bar­dzo dobrze, bo przy­naj­mniej mie­li­śmy gdzie zapar­ko­wać autko, no i jesz­cze było w miarę luźno, jeśli cho­dzi o tury­stów. Wtedy też udało nam sie poro­bić naj­wię­cej cie­ka­wych zdjęć.

dar młodzieży

Około 9.30 usta­wi­li­śmy się w kolejce do Kru­zen­sh­terna, żaglowca rosyj­skiego. On naj­bar­dziej mi się podo­bał, był taki dumny, wynio­sły… Naprawdę piękny. No i po 10 udało nam się na niego wejść. Szcze­rze mówiąc dopiero sto­jąc na pokła­dzie można sobie do końca uzmy­sło­wić jaki to jest długi sta­tek. A zaj­rzeć tam można było w wiele miejsc. Nawet do kabiny z nawigacją.

A oto i wspo­mniany Krusenshtern:

szczecin

Póź­niej udało nam się jesz­cze dotrzeć na drugi brzeg Odry do naj­więk­szego żaglowca świata. Oczy­wi­ście też rosyj­skiego — Sie­dowa. To dopiero olbrzym! Szkoda tylko, że go tak rekla­mami PKO BP obwie­sili. Tro­chę mnie to zniesmaczyło.

siedow

Co jesz­cze można dodać? Było mnó­stwo imprez towa­rzy­szą­cych (nawet Doda zaśpie­wała — bleee). Na dwóch małych sce­nach cały czas trwały kon­certy szan­towe. No i oczy­wi­ście stało mnó­stwo stra­ga­nów! Można było pod­jeść ślima­ków, było sto­isko z sushi, z angiel­skimi cukier­kami… No i oczy­wi­ście mnó­stwo ogród­ków piw­nych o budek z keba­bem. A wła­śnie, jeśli cho­dzi o jedze­nie, to roz­ba­wił nas bar­dzo arty­kuł, który prze­czy­ta­li­śmy chyba (ale głowy za to nie dam) w Gło­sie Szcze­ciń­skim. Była tam mowa o przy­go­to­wa­niach w mie­ście do zlotu żaglow­ców, no i mię­dzy innymi tekst w stylu: “Na czas zlotu żaglow­ców wiele restau­ra­cji, np.Columbus, przy­go­to­wało spe­cjalne menu…”. I dalej wytłu­ma­cze­nie, że jest to menu zło­żone z w miarę szybko dostęp­nych dań, aby klienci (któ­rych się spo­dzie­wano wielu) nie musieli długo cze­kać. No i rze­czy­wi­ście, weszli­śmy w sobotę do Colum­busa, podano nam to “spe­cjal­nie przy­go­to­wane menu”, no i naprawdę byli­śmy głodni, bo zamó­wi­li­śmy żurek naj­prost­szy w świe­cie za 21 zł i kur­czaka w warzyw­kach po mek­sy­kań­sku (bez sza­leństw) za 40… Cóż…nie da się ukryć, że naj­bar­dziej spe­cjalne to to menu miało ceny… ;)

Na koniec jesz­cze dodać należy, że spon­so­rem tego odcinka były literki M, B oraz T, gdyż to dzięki gościn­no­ści Moniki, Bartka i Tosi mie­li­śmy gdzie porząd­nie się wyspać w ten week­end pełen wra­żeń :) Dzięki!

Wały