Ostatni tydzień mija mi w 100% Pot­te­rowo. Naj­pierw została zaku­piona ostat­nia część Har­rego — HP & Deathly Hal­lows, dalej w środę i czwar­tek pola­złam do kina na magiczny mara­ton z HP (pierw­sze cztery czę­ści). W nie­dzielę zaczę­łam gierkę doty­czącą Zakonu Feniksa a wczo­raj wresz­cie byli­śmy w kinie na tej samej czę­ści. Nic więc dziw­nego, że mi się już Harry śni od kilku nocy. Każ­demu by się śnił ;) Co do filmu to jest świetny. Tyle powiem. A co do gierki, to jeśli cho­dzi o gra­fikę, to prze­ro­sła moje ocze­ki­wa­nia. Bo w porów­na­niu z poprzed­nią czę­ścią jest po pro­stu dopra­co­wana w szcze­gó­łach tak bar­dzo, że nawet durne świecz­niki w Hogwar­cie są takie same jak w fil­mie. No i wypa­siony kory­tarz z wiel­kimi scho­dami. Cudo. Zresztą, Wy tu sobie czy­taj­cie, hehehe, a ja zaraz zabie­ram się do gra­nia :) A! I jesz­cze jedno mi się bar­dzo w gierce podoba — do tej pory przy rzu­ca­niu zaklęć po pro­stu najeż­dżało się różdżką na dany punkt, kli­kało lewym przy­ci­skiem myszy i zaklę­cie szło auto­ma­tycz­nie. Nato­miast w Zako­nie (zwłasz­cza to jest super wra­że­nie jak się gra game­pa­dem) najeż­dżam na dany przed­miot czy osobę i muszę wyko­nać dźwi­gnią pada (lub myszką) okre­ślony ruch. Każde zaklę­cie ma inny tor. I muszę za każ­dym razem wybrać odpo­wied­nie zaklę­cie. Kom­pu­ter nie narzuca mi z góry, które mam zasto­so­wać. Świetne wra­że­nie. Można się poczuć tak, jakby się naprawdę czarowało :)

Poza tym co jesz­cze? Cze­kamy na urlop Mariu­sza :) Jesz­cze tylko 4 dni mu zostały. W sobotę rano jedziemy z Głu­chowa do Szcze­cina na jakiś zlot naj­więk­szych okrę­tów z całego świata. Potem robimy remont poko­iku i 12 sierp­nia ruszamy do Mielna.

A co do remontu, to mamy wła­śnie dwie ściany w poko­iku poma­zane róż­nymi kolo­rami farb Dulux i nie możemy się zde­cy­do­wać, który wybrać :( Są 3 odcie­nie nie­bie­skiego: Błę­kitna Chmurka, Fran­cu­ska Lilia, Mgli­sty Pora­nek oraz 3 żółtego: Sło­neczny Poca­łu­nek, Kogel-Mogel i Złoto Egiptu. I ciężko ukon­kret­nić pomysł na kolorki. Ale w końcu trzeba będzie, bo za tydzień malu­jemy! Już się nie mogę doczekać :)

Kupi­li­śmy w ubie­głym tygo­dniu sukienkę do ślubu cywil­nego. Taką let­nią, czarno-białą. Jesz­cze buty trzeba doku­pić jakieś. A w ponie­dzia­łek jedziemy po gar­ni­tur dla Miśka.

Co do Pacho­lę­cia, to kopie jak najęty. naj­go­rzej jest, jak mi się chce bar­dzo sikać, a on mi jesz­cze do tego w pęche­rze przy­sa­dzi z nogi albo ręki :) Sady­sta mały nam rośnie ;) Ale wierci się tak mocno, że cza­sem widać jak brzuch pod­ska­kuje. A on prze­cież jesz­cze taki duży to nie jest, około 20-paru cen­ty­me­trów chyba :) Ale silny bykol rośnie :) Po tacie pewnie :)

W ubie­głym tygo­dniu kupi­li­śmy w Mer­li­nie 3-tomowe wyda­nie Baśni Ander­sena. Teraz co wie­czór czy­tamy Pacho­lę­ciu — raz Mariusz, raz ja. Czy­tamy mu tego Ander­sena teraz, póki jesz­cze słów nie rozu­mie, a tylko głosy roz­róż­nia, bo Ander­sen w prze­kła­dzie z ory­gi­nału to jakiś praw­dziwy hard­core jest! A niby to Grim­mo­wie są ostrzy. A jak tu prze­czy­tać np. 3-latkowi tekst z Ander­sena: “Zła­pał sie­kierę, zabił zaraz swoją starą bacie, wsa­dził ją na wóz, poje­chał do mia­sta, gdzie miesz­kał apte­karz, i spy­tał, czy chce kupić zmar­łego czło­wieka”. To było z bajki “Mały Klaus i duży Klaus”. Pła­czemy cza­sem ze śmie­chu przy czy­ta­niu tych tek­stów, ale rze­czy­wi­ście dziecku byśmy nie prze­czy­tali ;) Co prawda, są też takie, które są przy­zwo­ite — np. Cali­neczka bar­dzo ładna, albo Księż­niczka na ziarnku gro­chu. Teraz już nas nie dzi­wią te okro­jone wer­sje bajek, które można kupić. Bo one bar­dziej się nadają dla dzieci, niż Ander­sen w ory­gi­nale :) Choć nam się bar­dzo podoba. Ale nam się też ostatni film Taran­tina podo­bał i wszyst­kie w nim mor­do­bi­cia, więc… ;)

Dobra, czas na mnie. Trzeba domek do porządku dopro­wa­dzić i mię­sko na obiad roz­mro­zić. Tro­chę cha­otycz­nie dziś pisa­łam, ale mam nadzieję, że się poła­pie­cie. Papa! :)

P.S. Gdyby ktoś chciał sobie pocza­ro­wać niczym Harry Pot­ter, to podaję linka do stronki: Gwar­dia Dubledora