Co prawda pra­wie tydzień temu, ale lepiej późno to opi­sać, niż wcale, prawda?
W sobotę poje­cha­li­śmy, zaopa­trzeni w prze­ró­żowe pre­zenty urodzinowo-imieninowe dla Antosi. Po dro­dze wstą­pi­li­śmy na myj­nie w Jasie­niu i spo­tka­li­śmy tam Bartka! (mojego szwa­gra — dla nie­wta­jem­ni­czo­nych). Jak już wypu­co­wali nasze autka dotar­li­śmy w końcu do Głu­chowa, aku­rat na pyszny obia­dek (brawo Miśka!). Odbyło się też wrę­cze­nie pre­zentu Tosi. Strasz­nie się wsty­dliwa zro­biła, a jaka duża! Uro­sła bar­dzo od ostat­niego spo­tka­nia.
Po obiadku poszli­śmy na fajny spa­ce­rek, za sta­dion, w “bogate tereny łowiec­kie” ;) Mamy stam­tąd nawet parę fotek, ale nie będziemy ich publi­ko­wać pew­nie, bo każdy z fał­szywą skrom­no­ścią twier­dzi, że brzydko wyszedł ;) Mnie tam się podo­bają, ale kto by słu­chał baby w ciąży ;) A po spa­cerku poszli­śmy na grilla uro­dzi­no­wego Agi. Bo nam się Aga w ponie­dzia­łek posta­rzała. Mój szwa­gier zresztą też się posta­rzał tego samego dnia, ale u niego, w tym wieku, już nie widać róż­nicy ;) W każ­dym razie było sym­pa­tycz­nie, tylko szkoda, że już trzeba było wra­cać. Ale jak się Kie­rety wpro­wa­dzą do nowego domku (oni, biedni, jesz­cze niczego nie­świa­domi) to będzie gdzie noco­wać.
Muszę jesz­cze dodać, że wczo­raj przy­wieźli nam zmy­warkę. No i stoi teraz w kuchni i czeka na zmi­ło­wa­nie. Mariusz coś tam wczo­raj z nią robił, ale nie­wiele z tego wyszło (na pewno jak tylko to prze­czyta to będzie maru­dził, że nie ma odpo­wied­niego sprzętu i że prze­cież czeka, aż tata przy­je­dzie, i że go jak zwy­kle nie doce­niam ;) ). W każ­dym razie, podobno jutro ją pod­łą­czą z tatą. To zna­czy pod­łą­cze­nie jest podobno pro­ste, ale gorzej z wci­śnię­ciem jej mię­dzy szafki i zabu­do­wa­niem. No ale trzeba być dobrej myśli :) Na pewno sobie chło­paki pora­dzą :) W końcu po coś Mariu­szowi ten “inży­nier” powi­nien się przydać ;)